Był tak szybki, że czasem musiał mnie ciągnąć za sobą, ale assasyni też byli niczego sobie. Jeden był blisko, to rzuciłam w niego nożem.
- To na nic... - Pomyślałam przyspieszając. - Nie mam lepszej broni...
Biegliśmy już dłuższy czas pokonując kolejne zakręty i kręte uliczki. Chłopak wciąż prowadził. Nagle jeden z Assasynów chwycił mnie za włosy... Przewróciłam się ,a chłopak do niego strzelił. Kontynuowaliśmy ucieczkę,
- Ej... - Wydyszałam zwalniając. - Ja już... nie dam rady...
<Salem?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz